Powstaniec, rzeźbiarz i „Sztukator”. Niezwykła historia Maksymiliana Potrawiaka

Maksymilian Potrawiak (1910–1986)
Kolejna popowstaniowa zima. Już nie ta pierwsza, w czterdziestym piątym. Lepiej więc powiedzieć: powojenna, chociaż mówi się o powrocie po Powstaniu. Warszawa ma własną chronologię, dla niewtajemniczonych czasem równie skomplikowaną jak dla wielu ilość czasów gramatycznych w niektórych językach. W czasie wojny. W czasie okupacji. Przed Powstaniem. W Powstanie. Po Powstaniu. Po wojnie.
Wiatr nad połaciami gruzów potęguje uczucie przejmującego zimna. Ludzie wracają do domu, nawet jeśli ten dom to tylko lej po bombie i trzeba szukać schronienia pod pierwszym względnie całym dachem. Ostańce widać już z daleka na horyzoncie.
Jak dobry duch z przeszłego świata wyłania się Hotel Polonia. Ofiarni pracownicy z ogromnym trudem błyskawicznie doprowadzili go do świetności, tam więc lokuje się zagranicznych dziennikarzy i tam znajdują swoją pierwszą siedzibę ambasady.
Hotelowa restauracja oficjalnie dostępna jest dla wszystkich, przed Polonią kłębi się więc tłum i też się wyróżnia. Od stóp do głów odziany jest zupełnie inaczej niż przemykająca Alejami Jerozolimskimi reszta populacji. Buty z najlepszej skóry, futra, pelisy, rękawiczki i mufki.
Portier jednak nikogo nie wpuszcza. Nawet nie daje nadziei na szybkie zwolnienie stolika. Nagle przez ciżbę przeciska się człowiek w kożuchu odwróconym włosiem na zewnątrz. Ten sam portier otwiera szeroko drzwi i rzuca w przestrzeń: „Rezerwacja!”.
Gość oddaje kożuch do szatni i siada na jedynym wolnym miejscu, obok Francuzów, którzy usilnie nalegają, by dał się zaprosić na kolację. Rozmawiają z przybyszem długo w noc, z pierwszej ręki dowiadując się o rzeczach, o których nie mieliby szans przeczytać w żadnych oficjalnych źródłach.
Cudzoziemcy z pewnością doceniają poziom intelektualny, wiedzę i erudycję swego interlokutora oraz poświęcony im czas, bo przecież wpadł tam tylko na gorącą herbatę. Maksymilian Potrawiak, bo o nim tutaj mowa, miał doskonałe przygotowanie do objaśniania polskiej rzeczywistości niewtajemniczonym.
Wielkopolanin urodzony w Mrowinie, po ukończeniu Gimnazjum Pedagogicznego i uzyskaniu absolutorium na Wydziale Rzeźby i Brązownictwa, odbywa służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Samborze. Studia na warszawskiej ASP rozpoczyna w roku 1933, w pracowni Tadeusza Breyera, na którego pozwolimy sobie zwrócić Państwa uwagę innym razem.
W czasie studiów zaczyna dużo podróżować. Odwiedza Francję, Włochy, Niemcy, Bułgarię i Turcję. Na studiach poznaje urodzonego w Moskwie Adama Siemaszkę. Kiedyś zostaną szwagrami, poślubiając koleżanki po fachu, siostry z żoliborskiej rodziny Budzyńskich.
Już przed wojną Maksymilian ma ugruntowaną pozycję artystyczną. Jego prace – jak podaje Maria Anna Rudzka w doskonałej, świetnie udokumentowanej publikacji „Zadanie: Forma. Pracownia Tadeusza Breyera w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach 1923–1939” – pojawiają się na wysoko ocenianych, końcoworocznych wystawach na Wybrzeżu Kościuszkowskim.
Choć ulubionym środkiem artystycznego wyrazu rzeźbiarza jest metaloplastyka i do dziś medale jego autorstwa można oglądać przede wszystkim w Muzeum Medalierstwa we Wrocławiu, to jego projekt na gdyński pomnik generała Gustawa Orlicz-Dreszera, choć uzyskał dopiero trzecią nagrodę, wybrano do realizacji. Efekt końcowy to połączenie jego zamysłu z propozycją Jana Bogusławskiego i Stanisława Sikory.
Wybucha wojna, Niemcy wkraczają do Polski i niszczą monument natychmiast. Potrawiakowie, Gustaw Budzyński – jedyny brat dziewcząt – i Zofia z Budzyńskich Siemaszkowa angażują się w konspirację. Adam Siemaszko trafia do Starobielska, z którego cudem trafia na Zachód, do obozu w Murnau.
Maksymilian, z ramienia Samorządu Miejskiego, sprawuje nadzór nad umieszczeniem niemieckiej tablicy na pomniku Kopernika. Astronom nie pierwszy raz przeżywa zmianę narzuconą przez obcych. Najpierw Rosjanie zamienili Pałac Staszica na swoje gimnazjum. Przebudowali go, ozdobili ogromną kopułą umieszczonej w nim cerkwi św. Tatiany Rzymianki. Warszawa odpowiedziała wierszykiem:
„Siedzi sobie, siedzi Kopernik na słupie,
cały świat ma w ręku, a gimnazjum w d…..”.
Teraz więc też wiadomo, że to nie na zawsze.
Kilka lat później już całe miasto, a wkrótce cała Polska dzięki „Kamieniom na szaniec” zna nazwisko śmiałka, który tablicę odkręcił. Mniej osób jest świadomych jej losów i tego, że najpierw trafiła do piwnicy u Dawidowskich, w spółdzielczym domu na Mickiewicza 18, a później do ogródka Rossmanów na Sułkowskiego 29, gdzie obecnie są umieszczone stosowne informacje.
Może jednak nie do wszystkich dotarło, że Jan Rossman, pseudonim „Wacek”, pan Janek z „Kamieni na szaniec”, w 1949 r. anonimowo oddał tablicę do Muzeum Warszawy.
To, że tak łatwo spadła z pomnika, zawdzięczamy właśnie „Sztukatorowi”, który posmarował śruby towotem. Tę informację, podaną między innymi przez Tadeusza Łopieńskiego w świetnej, niestety niewznawianej książce „Okruchy brązu”, przekazał rzeźbiarz Jerzy Chojnacki, pseudonim „Chojna”.
W Powstaniu Maksymilian i jego żona walczą w „Żywicielu”. On – podporucznik, oficer broni. Ona – plutonowy w sztabie ppłk. „Żywiciela”.
Po Powstaniu on trafia do obozów jenieckich w Magdeburgu, Sandbostel i Altengrabow. Wszędzie, jak i inni artyści, dalej tworzy. Od 1945 roku działa jako plastyk w obozie I Dywizji generała Maczka w Haarlemie. Projektuje pomnik żołnierzy polskich poległych w Normandii, pod Caen.
Niestety, w bardzo dobrej, lecz z konieczności niewyczerpującej publikacji „Polska sztuka walcząca 1939–1945” Janina Jaworska wspomina tylko Joannę Potrawiakową, jej opracowania plastyczne przedstawień dla dzieci organizowanych w czasie okupacji przez RGO oraz portrety koleżanek i scenki obozowe, które wyszły spod jej ręki po Powstaniu w obozie jenieckim w Oberlangen.
Po powrocie Maksymilian najpierw pomaga w organizacji Wydziału Rzeźby w Sopocie, później wykłada w Warszawie w WSSP, współorganizuje i kieruje pracownią rzeźby PSP. Współpracuje przy realizacji pomników na placu Teatralnym, w tym Pomnika Bohaterów Warszawy – słynnej Warszawskiej Nike.
Tworzy też własne prace, z czego najbardziej znane to popiersie Käthe Kollwitz, cykle „Krzesła historyczne” i oczywiście medale, często o tematyce sportowej – „Pływaczka”, „Wioślarka”, „Piłkarze”, „Bokser”.
W domu się nie przelewa, więc do prac wymagających modelki pozuje żona, budząc zgorszenie handlujących na pobliskim targu pań, przybyłych z pobliskiego Dziekanowa z najlepszymi, według wszystkich Żoliborzan, kruchymi kartoflami.
Gdybyż tylko wiedziały, jaka to ciężka praca i jak Joanna Potrawiakowa jej nie lubi, a jednocześnie jak się martwi, że do socrealistycznych przedstawień jej idealne kształty zupełnie się nie nadają. Decydenci uznali, że przedstawicielki klasy robotniczej i chłopskiej mają mieć mocne proporcje, z czego nacisk padał głównie na „mocne”. Ewentualnie mogą być wyschłe i pokrzywione od ciężkiej pracy.
Nie przyjmowali do wiadomości niezgodności teorii z rzeczywistością. Nawet kiedy już w sztuce ten kierunek się skończył, a na ekrany wchodziły filmy z jedną z najzgrabniejszych i najbardziej eterycznych polskich aktorek, córką masarza z Woli, Teresą Tuszyńską, nadal upierali się przy swoim.
Maksymilian za to mógł posłużyć kolegom do wizerunków silnych sportowców. Ponieważ w międzywojniu tematyka sportowa była szalenie popularna, a sport propagowano wszędzie, często portretowano też sportowe typy.
Maria Anna Rudzka podaje, że głowa Maksymiliana Potrawiaka najprawdopodobniej posłużyła wykonanemu w metaloplastyce dziełu Stefana Momota. Portretowali też kolegę Józef Gosławski i Zofia Wędrowska-Soboltowa. Jej dzieło stoi w ogrodzie domu rzeźbiarza na Kniaźnina 6.
Marii Annie Rudzkiej osadzona na mocnym karku głowa Maksymiliana Potrawiaka kojarzy się z głową boksera. Być może uszkodzone w czasie Powstania w partii nosa popiersie jeszcze potęguje to wrażenie.
Zachęcamy Państwa do odwiedzenia Wrocławia, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, spaceru na Żoliborz. Komu jednak zupełnie nie po drodze, a mieszka w Warszawie, może na Wilczej 33 obejrzeć płaskorzeźbę „Winobranie”. Przynajmniej jedno dzieło Maksymiliana Potrawiaka będzie miał w pamięci.
Wszyscy miejmy nadzieję, że w końcu ktoś wznowi cudowną serię „Biblioteka Syrenki”, a wtedy będziemy mogli przeczytać więcej o każdym z warszawskich twórców.
Chcecie poznać tę i inne niezwykłe historie związane z ludźmi, którzy tworzyli historię Warszawy i Polski?
Zapraszamy na Stare Powązki do udziału w bezpłatnych zajęciach edukacyjnych prowadzonych przez Fundację Stare Powązki. To właśnie tutaj historia przestaje być tylko zapisem w książkach – można poznawać ją poprzez losy konkretnych ludzi, ich dzieła, wybory i niezwykłe życiorysy.
Projekty edukacyjne Fundacji Stare Powązki wspierają:
Fundacja ORLEN, Fundacja Agencja Rozwoju Przemysłu S.A., Fundacja Bank Pekao S.A., Fundacja Grupy PKP, Budimex SA, Fundacja PZU – Pomoc to Moc – społeczna odpowiedzialność PZU oraz Fundacja PGE – PGE Energia Nauki.
#FundacjaStarePowązki #StarePowązki #MaksymilianPotrawiak #PowstanieWarszawskie #PowstaniecWarszawski #Warszawa #HistoriaWarszawy #Żoliborz #Rzeźba #SztukaPolska #HistoriaPolski #EdukacjaHistoryczna #Zabytki #DziedzictwoKulturowe #KamienieNaSzaniec #FundacjaORLEN #FundacjaARP #AgencjaRozwojuPrzemysłu #FundacjaBankPekao #BankPekao #FundacjaGrupyPKP #Budimex #FundacjaPZU #PomocToMoc #FundacjaPGE #PGEEnergiaNauki
